Dawno już nie było na blogu wpisu bardziej „śledczego”, więc z prawdziwą przyjemnością nadrabiam zaległości :wink:

Do stworzenia wpisu zainspirowała mnie kampania, która ostatnio zawłaszczyła przestrzeń realną i wirtualną.
Na pierwszy rzut oka wydaje się jedną z tych inicjatyw społecznych promujących empatyczne zachowania. W tym wypadku ociepla wizerunek szczurów miejskich i sugeruje, że są demonizowane.

Sięgając minimalnie głębiej, można dostrzec, że nie chodzi tylko o szczurzą reputację. Częścią kampanii jest wezwanie do działania – podpisania petycji za zakazem pułapek lepowych, czyli dość nieprzyjemnej metody uśmiercania szczurów.

Wychodząc poza Polskę, można zauważyć, że presja na zmianę sposobów walki ze szczurami ma charakter globalny. Na poziomie Unii trwają działania mające zakazać również trutek.

Sięgając jeszcze głębiej, można trafić na aktywną w ostatnich latach firmę z USA. Specjalizuje się w preparatach antykoncepcyjnych dla szczurów i wiele by zyskała na odgórnym, urzędowym zakazie innych metod deratyzacji. Może nawet monopol.

Zapraszam w głąb króliczej szczurzej nory!

Przerobiony kadr z filmu animowanego 'Ratatuj', pokazujący kucharza i szczura. Szczur ma na podbrzuszu czerwony znak zakazu, a kucharz ma twarz uśmiechniętego ludka z gry Monopoly.

Źródło: kadr z filmu „Ratatuj”, ludzik-monopolista ze strony wallpapercave.com, znak zakazu ze strony Flaticon. Przeróbki moje.

Zanim zaczniemy

Skoro mam tu temat okołozwierzęcy (czyli drażliwy), to zagram w otwarte karty, nim mnie ktoś zaszufladkuje.
Osobiście nie jestem wrogiem szczurów. Są dla mnie raczej neutralne i swobodnie mógłbym poprzeć humanitarne metody deratyzacji. Czytelnicy bloga wiedzą, że daleko mi do darwinisty, co pokazywałem choćby we wpisach na temat chemii rolniczej.
Kiedy jednak pojawia się wątek monopolizacji, to sympatie przyrodnicze trzeba czasem odłożyć na bok.

Spis treści

Początek i wątek polski

Przechadzając się po pewnym większym polskim mieście, napotkałem szczura.
Dokładniej: szczura patrzącego na mnie z jednego z tych teleekranów reklamowych w stylu Orwella. W rogu wyświetlanego obrazu widniało logo i nazwa autorów kampanii – Fundacja Mushika.

I może bym nawet o kampanii zapomniał (bo na teleekranach rotacja bywa spora)… Ale konsekwentnie o sobie przypominała. Parę razy wyskoczyła mi na Facebooku, którego odwiedzam rzadko. Raz jako post promowany, innym razem jako link do artykułu w mediach.

W końcu postanowiłem sprawdzić, o co chodzi. Gdyby patrzeć tak całkiem pobieżnie, na rzeczy wyświetlane na ekranach – to celem kampanii mogłoby być obalenie mitów na temat dziko żyjących szczurów i pokazanie ciekawostek na ich temat („tak naprawdę jestem czyściochem, a nie brudasem”).

Kolaż pokazujący przystanki autobusowe wyświetlające różne fakty na temat szczurów oraz ich zdjęcia

Źródło: materiały Fundacji w social mediach.

Nie urodziłem się jednak wczoraj i wiem, że miejsce na teleekranach i portalach kosztuje. To byłoby dziwne, gdyby chodziło tylko o ciekawostki.

Dlatego, chcąc dowiedzieć się więcej, zerknąłem sobie przez Tora na stronę Fundacji. Ich logo to kontur mysiej głowy, zaś nazwa pochodzi ponoć od indyjskiego bóstwa.

Mikrociekawostki na temat strony

Treści fundacji znalazłem na różnych stronach. Oprócz mushika.pl mignęło mi również mushika.org, a także fundacja-mushika.pl. Nie wiem, czy wszystkie są oficjalne, ale serwowały to samo.

Gdy ostatnio sprawdzałem, ich treści pojawiały się także na losowo brzmiącej stronie https://rhino-guava-ljx9.squarespace.com/. Czyżby jakiś brudnopis?

Na stronie widać, że ciekawostki to istotnie nie wszystko. Oprócz nich jest też petycja za zakazem lepów na gryzonie.

Wspomniane lepy to powierzchnie pokryte warstwą kleju. Kiedy zwierzę na nie nadepnie, to nie może się uwolnić.
Przeciwnicy tych pułapek opisują ze szczegółami, jak to różne złapane zwierzęta, czasem przypadkowe, umierają przez dłuższy czas, w męczarniach, nieraz skręcone w nienaturalnych pozycjach.

Tryb adwokata diabła: czy to na pewno prawda? Czy zabójczy charakter pułapek nie został zmyślony albo przejaskrawiony?
Niestety wydaje się, że nie jest to przesada. Nawet na stronie firmy sprzedającej lepy nie owijają w bawełnę:

Pułapka w odróżnieniu od trutki nie posiada w składzie trucizny. Działa na zasadzie przyklejenia się gryzoni, które następnie padają z wycieńczenia.

Czyli widzimy, jakiego rodzaju pułapek Fundacja by nie chciała. A jakim metodom panowania nad szczurzą populacją byliby przychylniejsi? Na stronie opisujące petycję przedstawiają swoje stanowisko:

Alternatywami dla tego typu pułapek mogą być bezpieczne dla zwierząt żywołapki, działania prewencyjne (np. uszczelnianie budynków, usuwanie źródeł pokarmu, zabezpieczanie wiat śmietnikowych) (…)

Nie wydają się organizacją, która tylko woła ze swoich biur o zakazy, nawet nie zbliżając się do realiów. Wręcz przeciwnie; według swoich relacji utrzymują aktywny kontakt z branżą DDD (Dezynfekcja, Dezynsekcja, Deratyzacja).

Jak napisała na LinkedInie Olga K. z Fundacji Mushika (eksponująca w nazwie profilu swój tytuł doktorski):

poznajemy realia branży #DDD w Polsce i na świecie
prowadzimy #dialog m.in. z Polskim Stowarzyszeniem Pracowników Dezynfekcji, Dezynsekcji i Deratyzacji, zrzeszonym w European Pest Management Services Association CEPA #TheGoodPestManager

Czyli to tylko o to chodzi? Działanie (jawnie, we własnym imieniu) przeciw jednemu, faktycznie niezbyt sympatycznemu rodzajowi pułapki? A do tego zachęcanie ludzi do sprawniejszego gospodarowania odpadami? I namawianie branży do zmian?

Gdyby tak było, to bym pewnie przyklasnął działaniom Fundacji i nie byłoby ani tego wpisu, ani całego tematu.
…Tyle że zdanie o zalecanych metodach miało jeszcze ciąg dalszy.

(…) oraz metody zapobiegania rozrodczości gryzoni.

Również w jednej z dyskusji na Facebooku (darujcie, nie podlinkuję) osoba pisząca w imieniu Fundacji wspomniała nieraz o szczurzej antykoncepcji.

To wzbudziło moją ciekawość. Bo w przeciwieństwie do zamykania śmietników, tutaj był produkt. W przeciwieństwie do prostych żywołapek (po prostu klatek) – produkt chemiczny i wyspecjalizowany. Kto takie coś tworzy?

Jak się okazuje, nie żaden rodzimy Szczurexpol. Na tym etapie zrobiło się międzynarodowo, więc zaraz opuścimy Polskę.

Wątek (poboczny) miliarderów i efektywnego altruizmu

Na podstronie Fundacji Mushika ich prezeska wspomina, że bliskie są jej zasady efektywnego altruizmu. Na stronie głównej jest z kolei wzmianka, że kieruje się tym cała fundacja.

…A to dość niefortunny dobór słów.

Gdyby po prostu zsumować ich znaczenie, to mogłyby się wydawać, że to jakaś odmiana dobroczynności, tyle że skuteczna.
I nie wykluczam, że też interpretują to dosłownie. Tylko że czasem pojęcia znaczą więcej niż suma ich słów składowych.

Tak jak „otwarte źródło” w realiach cyfrowych nie ma nic wspólnego z wodą, tak również „efektywny altruizm” w świecie rzeczywistym oznacza dość konkretną rzecz.

Mówiąc dokładniej, ta koncepcja to część TESCREAL – zestawu poglądów, jakie upodobali sobie miliarderzy, zwłaszcza ci z amerykańskiej Doliny Krzemowej, i jakimi uzasadniają różne swoje działania. Na efektywny altruizm powoływali się na kilka sposobów, ale często cynicznie:

  • Traktując go jak współczesny makiawelizm („cel uświęca środki”).

    Zasłynął z tego niejaki Sam Bankman-Fried, twórca giełdy kryptowalutowej FTX, obecnie odsiadujący wyrok za oszustwa.
    Usprawiedliwiał tym wierzeniem swoje działania – co z tego, że zarobi pieniądze w sposób niemoralny, jeśli potem wyda większość na działania dobroczynne?

  • Uzasadniając nim gospodarczą kolonizację.

    Przykładowo: organizacja znanego biznesmena-„filantropa” alarmuje, że Afryka ma poważny problem. Ale, zamiast sama się za niego brać, zwraca się do jakiegoś zaprzyjaźnionego korpo. Korpo dostaje wyłączność na rozwiązanie problemu, oczywiście zarabiając na całym procederze.
    A jakieś działania oddolne, niekorporacyjne? Wykluczone już na starcie. W imię tego, że byłyby mniej efektywne.

Tak to już niestety jest, że nawet najfajniej brzmiącą koncepcję można wypaczyć. W każdym razie sympatie do ruchu EA traktuję póki co jako wątek poboczny i ciekawostkę. Możemy założyć, że w Fundacji po prostu dosłownie traktują to pojęcie, nie znając jego drugiego dna.

Ciekawostka

Skoro już było o miliarderach, to można dodać, że prezeska Fundacji Mushika należy do jednej z 20 najbogatszych rodzin w Polsce według rankingu Forbesa. Zbudowali swój majątek na sprawach ekologicznych (dokładniej: na energii odnawialnej).
Spółek powiązanych z rodziną jest niemało, ale kluczowa wydaje się ZPUE. W jej radzie nadzorczej zasiada kilkoro członków rodziny, w tym prezeska Mushiki. Różne rodzinne spółki (w tym Mushikę) łączy też siedziba we Włoszczowej.

Wątek amerykański

Dupochron

Od tego momentu kończy się wątek polski i zaczyna światowy, można zapomnieć o opisanej wyżej Fundacji.
Nie sugeruję jakichkolwiek powiązań między nią a podmiotami zagranicznymi, które będę od teraz opisywał. Można przyjąć, że łączy ich wszystkich tylko ogólny motyw szczurów i deratyzacji.

Zapytałem wyszukiwarki DuckDuckGo, kto produkuje środki antykoncepcyjne dla szczurów. Spodziewałem się jakiejś dłuższej listy, a dostałem jedną firmę. SenesTech.

Szybka podpowiedź z wyszukiwarki DuckDuckGo, wspominająca że producentem antykoncepcji dla szczurów jest firma SenesTech, a ich produkty to ContraPest oraz Evolve

SenesTech

Co to za firma? Można poczytać o nich artykuł na Wikipedii. Pochodzi z Arizony, została założona w 2004 roku. Względnie niewielka, ale notowana na giełdzie. A amerykańska giełda może oznaczać parcie na wyniki, dogadywanie się z inwestorami (takimi jak wielkie fundusze) i inne podobne sprawki.

Kurs akcji tej spółki nie jest na zbyt wysokim poziomie… Ale to oznacza, że gdyby stała się z jakiegoś powodu atrakcyjna, to wartość jej akcji mogłaby skoczyć nawet o kilka rzędów wielkości, pomnażając majątek udziałowców. Przy spółkach dużych i zakorzenionych takie coś by nie przeszło.

Ciekawostka

SenesTech jest notowany na giełdze pod skrótem SNES, który może się ciepło kojarzyć osobom ceniącym klimaty retro :wink:

W streszczeniu z DuckDuckGo mam również trochę informacji o produktach firmy:

SenesTech to wiodący producent środków antykoncepcyjnych dla szczurów, w szczególności produktów ContraPestEvolve

Tłumaczenie moje. Wszystkie wyróżnienia w cytatach dodane przeze mnie.

Z tego co pobieżnie wyczytałem, produkty różnią się od siebie stanem skupienia. Evolve ma postać tłustych „kiełbasek”, zaś ContraPest to ciecz. Co więcej:

ContraPest to słodkawa ciecz, która wabi szczury, a po spożyciu odbiera im możliwość wydania potomstwa. Jednak nie sterylizuje szczurów, więc niezbędne jest jej nieprzerwane podawanie.

Źródło: Wikipedia. Tłumaczenie moje.

Czyli po pierwszym nakarmieniu dość szybko przestaną się pojawiać małe szczurki. Ale jeśli nie utrzyma się tempa serwowania substancji do czasu śmierci dorosłych osobników (z przyczyn dowolnych, choćby naturalnych), to ich populacja w momencie odbije.

Powstaje w ten sposób swoiste uwiązanie do produktu. A korporacje absolutnie uwielbiają takie stałe, przewidywalne strumienie dochodów, jakie zapewniają im produkty „długoterminowe”. Przykładem usługi subskrypcyjne wpychane gdzie się da.

Skoro już jesteśmy przy korpometodach, to warto wspomnieć, że SenesTech ma patenty na oba swoje produkty.
Oznacza to, że jeśli inne firmy nie wykombinują zamienników opartych na innych substancjach, to przez 20 lat od momentu przyznania patentu będą na łasce SenesTechu. Może się okazać, że firma zabetonowała swoją pozycję jako producent szczurzej antykoncepcji.

Jeden z artykułów wspomina, że swego czasu zmieniło się kierownictwo firmy. Nowy prezes był przedstawiany jako człowiek wprawiony w nawiązywaniu partnerstw publiczno-prywatnych.

A czym są te partnerstwa? To ładnie brzmiące określenie oznacza w rzeczywistości zmowy polityków z korporacjami.
Chodzi ogólnie o to, że korporacje nie skupiają się na docieraniu do szerokiego grona klientów, tylko podbijają prosto do nielicznych, ale wpływowych polityków. Załatwiają sobie kontrakty, korzystne przepisy, wyłączność na obsługę czegoś ważnego dla kraju.

Powiązane wpisy

Przykładem produktu wprowadzonego odgórnie był Bovaer, środek zmniejszający ilość metanu wytwarzanego w krowich żwaczach.
Po pierwsze: wprowadzono system, który premiował zmniejszanie emisji w rolnictwie. W ten sposób stworzono sztuczną zachętę do kupowania Bovaera.
Po drugie: Dania poszła o krok dalej i wprost dopłacała pieniądze rolnikom kupującym ten produkt. W ten sposób korporacja tworząca Bovaera miała niemal bezpośredni dostęp do pieniędzy podatników.

Ekspansja w USA

Może jakiś artykuł po polsku? Wzmiankę o SenesTechu znajdziemy na portalu opisującym sprawy polonii amerykańskiej, w pewnym artykule z 2 kwietnia 2025 roku.
Mówi on o tym, że na obszarze dwóch dzielnic miasta Chicago rozpoczęto 12‑miesięczny program pilotażowy, w ramach którego podaje się szczurom środek Evolve. Czyli znowu SenesTech.

Z kolei dziennik.com opisuje w artykule z czerwca 2025 roku przypadek z Nowego Jorku – program pilotażowy w dzielnicy Harlem, również oparty na serwowaniu antykoncepcji.
Sprawa nowojorska jest o tyle ciekawa, że metoda walki ze szczurami została narzucona odgórnie, po zmianie miejscowych przepisów („partnerstwo publiczno-prywatne”?).

Program wdrożono jako część ustawy „Flaco’s Law” – nazwanej tak na cześć sowy Flaco z Central Parku, po jej śmierci z powodu zatrucia trutką na szczury.

Alternatywa filmikowa

Jeśli ktoś woli obejrzeć zdarzenia niż tylko o nich czytać, to NBC News ma krótką, parominutową migawkę o wprowadzeniu metod antykoncepcyjnych w Nowym Jorku.

Kadr z reportażu NBC, pokazujący pusty plac, po którym spacerują gołębie i kot. Belka na dole mówi o użyciu w mieście szczurzej antykoncepcji

Co ciekawe -- wspominają nawet w tym filmiku, że próba podawania szczurom antykoncepcji nie jest w żadnym razie pierwszą. Również wcześniej miało to miejsce. Jest na ten temat inny filmik z YouTube'a sprzed 8 lat.

Inny artykuł z Dziennika (wcześniejszy, z kwietnia 2024 roku) podaje również nazwę wspomnianego wyżej środka. Bez zaskoczenia, SenesTech.

Chodzi o środek ContraPest – słone i tłuste granulki, zawierające substancje które blokują funkcjonowanie jajników u samic szczurów, a także zakłócają produkcję plemników u samców.

W całej tej sprawie można też znaleźć wątek równoległego dążenia do zakazu pułapek klejowych – mimo że one akurat nic sowie Flaco nie zrobiły:

ustawodawcy z Albany rozważają wprowadzenie ogólnostanowego zakazu wykorzystywania przeciwko szczurom pułapek klejowych

Nie macie przypadkiem lekkiego déjà vu? :wink:

Wątek Flaco i (niejednoznacznych) przyczyn jego śmierci

O zdarzeniu piszą dwa artykuły ze strony dziennik.com. Jeden z lutego, drugi z końca marca.

Puchacz Flaco przez 12 lat żył w zamknięciu, w zoo na terenie nowojorskiego Central Parku. Pewnego dnia jakiś wandal uszkodził jego klatkę, a ptak wydostał się na wolność.

Z uwagi na niezwykłą umiejętność ptaka w unikaniu schwytania przez służby miejscy urzędnicy zdecydowali, że Flaco pozostanie na wolności.

Po roku korzystania z tej wolności Flaco zderzył się z budynkiem.
Wykonano sekcję zwłok. Wstępnie stwierdzono, że to uderzenie było przyczyną śmierci, ale dalsza sekcja ukazała inne przyczyny: ptak cierpiał na chorobę wirusową przenoszoną przez gołębie, a do tego miał w organizmie trutkę na szczury.

Co ciekawe, artykuł z ABC News, oparty na raporcie z sekcji zwłok, mówi o trutce krótko, jakby nie była głównym czynnikiem. To wirus od gołębia jest ukazany jako źródło szczególnego spustoszenia:

In Flaco’s case, the viral infection caused severe tissue damage and inflammation in many organs.

Podsumowując: za śmiercią stał miks czynników, władze miasta skupiły się na jednym.
Pominięto wątek wandala, milczącej zgody na zostawienie (nieprzystosowanego) ptaka na wolności, zderzenia z budynkiem, choroby współistniejącej.

Nagłośniono tylko kwestię trutki. Oparto na tym całą emocjonalną kampanię. I wprowadzono przepisy de facto stawiające miejską deratyzację na głowie i uzależniające ją od SenesTechu.

Narracja marketingowa

Był przegląd prasy, to może dla odmiany coś ze świata zwykłych internautów? Poszukałem pod hasłem senestech site:reddit.com i znalazłem taką dyskusję na Reddicie, którą ktoś rozpoczął, pytając o opinie na temat produktów SenesTechu.

Była względnie wyważona – ktoś zastanawiał się nad skutecznością środka, ktoś opisał swój przypadek z pułapką klejową używaną etyczniej niż zwykle. Ktoś inny twierdził, że po użyciu antykoncepcji ostatecznie stracił cierpliwość i tak czy siak sięgnął po trutkę. Niektórzy próbują reklamować konkurencyjną trutkę RatX.

Wśród tych komentarzy pojawił się jeden jednoznacznie promujący produkty SenesTechu. A na końcu komentarza był link do tej strony.

Po wejściu w link naszym oczom ukazuje się strona, która nie ukrywa, że jest od tak zwanego SEO (pompowania widoczności produktów w wyszukiwarkach internetowych) – pod artykułem widnieje tekst Other FREE Web Traffic Articles.

Sam artykuł z kolei pochodzi z maja 2025 roku i zawiera liczne literówki (absolutley, menaing, pupluation…). Oraz potencjalne przykłady narracji, z jaką firma chce iść w świat.

  • Obrzydzanie tradycyjnych trutek, również przez sugerowanie zagrożeń dla ludzi.

    Rat poison is killing pets, wildlife and getting into our water supply.

  • Najbardziej oklepany duet przymiotników, pojawiający się przy marketingu chyba każdej substancji.

    Rat birth control is a safe and highly effective way…

  • Liczba urodzeń wśród szczurów jeszcze bardziej zawyżona niż w innych źródłach.

    2 rats in 1 year can produce 15,000 baby rats,

  • Porównywanie preparatów antykoncepcyjnych do codziennej żywności.

    Evolve is made from cottonseed oil (same stuff that’s in potato chips and mayonnaise)….and you know how much we humans love those.

Ciekawostka

Wspomniany artykuł zawiera również link do strony agencji EPA (amerykańskiego odpowiednika Sanepidu) mówiącej o ograniczeniach nakładanych na trutki. Zakazują niektórych substancji aktywnych, ograniczają dozwoloną ilość tych dozwolonych, regulują postać fizyczną trutki.
Zmiany wydają się świeże – artykuł ostatnio aktualizowano w maju 2025 roku. I korzystne dla innych, alternatywnych metod.

Wątek globalny

Dotąd trzymałem się USA. Ale łatwo znaleźć przykłady ekspansji produktów SenesTechu na inne rynki. W ostatnich miesiącach Evolve dopuszczono na przykład do użytku w Nowej Zelandii. Weszli też do Singapuru.

To jednak wciąż sprawy obcych krajów. A czy, poza petycją przeciw lepom, są w toku jakieś działania prawne mogące wpłynąć na sytuację w Polsce?

Okazuje się, że tak. Na poziomie Unii rozważa się wprowadzenie przepisów odgórnie zakazujących trutek. Rozpisuje się na ten temat artykuł z Euractiv.

Zdjęcie artykułu z Euractiv pokazujące szczura i podpi mówiący o potrzebie użycia nowych metod

Artykuł wpasowuje sprawę szczurów w szerszy kontekst, twierdząc że ich liczebność rośnie wskutek globalnego ocieplenia.

Przepisy unijne, które mogą uregulować kwestie deratyzacji, noszą nazwę BPR (Biocidal Product Regulation). Zmiany w tych przepisach mają zostać oficjalnie zaproponowane w połowie 2027 roku.

Naciskają na nie różne organizacje, takie jak brytyjska Centre for Wild Animal Welfare. Jej reprezentant twierdzi, że tempo wprowadzania nowych przepisów jest mozolne w porównaniu z USA. I że należy jak najszybciej wprowadzić humanitarne metody kontroli szczurzej populacji.

Jak myślicie, jaka firma by zyskała na tych zmianach?

Widać też, że w tym przypadku narracja jest nieco inna, mniej emocjonalna. Próbuje przedstawiać nowe metody jako praktyczne rozwiązanie. „Powstają superszczury odporne na trutki, trzeba użyć czegoś nowego!”.

Co będzie dalej?

Wiele wskazuje na to, że SenesTech dąży w wielu krajach – również w Polsce – do odgórnego, urzędowego zakazania rozmaitych metod deratyzacji. Kiedy ich już nie będzie, to wejdzie cały na biało ze swoimi opatentowanymi środkami.

Oczywiście poza przychylnością polityków przydałoby im się jakieś choć śladowe poparcie społeczne. Dlatego zmianom prawnym będzie pewnie towarzyszyło kreowanie narracji.
Obstawiam, że sięgną po stare i sprawdzone sztuczki, wpasowując się w istniejące podziały społeczne. Czyli: przedstawią siebie jako empatycznych i pronaukowych, zaś przeciwników jako zaściankowych, sadystycznych, agresywnych.

Niewykluczone, że w internetowej dyskusji w którymś momencie pojawią się postacie, które nazwę trollami. Przy takich kampaniach pojawiają się często.

Przeciętny troll będzie uosabiał to, czego nie cierpią adepci i sympatycy nauk wszelakich – ignorancję, arogancję, bełkotliwość. „Psiecka to ja wyprowadzam do pieca, hyhy”. Ten typ.

Może również szerzyć narrację spiskową. Twierdzić, że preparaty dla szczurów są po to, żeby podstępnie ograniczyć liczebność ludzkiej populacji.
W jaki sposób, skoro ludzie nie jedzą ani preparatów, ani szczurów? Nie ma to najmniejszego sensu… Bo nie ma go mieć. Chodzi o to, żeby stronnicy firmy mieli swojego chochoła.

Kogoś ohydnego, w porównaniu z kim firma wypada dobrze i merytorycznie. Kogoś, kogo można łatwo punktować.
Po Trollu głos może zabrać jakaś Organizacja Weryfikująca Fakty™. Wypowie się jasno, autorytatywnie, powielając argument ze wspomnianej wcześniej SEO‑stronki:

Pan Troll mówi nieprawdę! Preparaty są bezpieczne, bo nie będą konsumowane przez ludzi. Ponadto są oparte na oleju bawełnianym, obecnym również w chipsach i majonezie.

W ten sposób wielkomiejskie grono dostanie spektakl, do jakiego przywykło. Oto firma chce coś zmienić swoją nauką. Jakiś prymityw się temu stawia, ale zostaje merytorycznie wyjaśniony. Zmiany wejdą, jupi!

A patenty, monopole? A po co o tym myśleć. Jest nauka kontra zabobony, czerń kontra biel. Internauta ma przyjąć pastelową opowiastkę do konsumowania, a potem konsumować kolejne. Mówiące, że nigdy wcześniej nie żyło nam się lepiej, a PKB rośnie. Ma konsumować treści, aż oczy wywrócą mu się białkami do góry w neoliberalnym uniesieniu.

A w międzyczasie monopol się domknie. Prezes(-ka) uściśnie łapę politykowi.

Co można zrobić?

Nie znam się na tyle, żeby wiedzieć, czy SenesTech ma realną szansę zyskać monopol, czy też tylko się napina, żeby skusić inwestorów. Ale myślę, że lepiej działać niż bagatelizować. Zwłaszcza że jest jeszcze trochę czasu, nim wejdą planowane przepisy unijne.

Przede wszystkim proponuję nagłaśniać sprawę wśród jak najszerzego grona osób, bo na razie trzyma się poniżej progu wykrywalności.

Warto powiadomić potencjalnych zainteresowanych, że realia deratyzacji w Polsce i na świecie mogą się nieco zmienić. Sprawą mogą się zainteresować:

  • Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów,
  • samorządy i spółdzielnie (potencjalni użytkownicy produktów SenesTechu, czy tego chcą czy nie),
  • politycy z Europarlamentu,
  • organizacje europejskie pokroju Corporate Europe Observatory (punktująca różne próby monopolizacji).

Można publicznie zapytać samej Fundacji, co sądzi o firmie SenesTech i czy dostrzega możliwą groźbę monopolu w branży szczurzej antykoncepcji.

Od jakiegoś czasu w social mediach aktywne są różne konta promujące federalizację Unii Europejskiej i piętnujące zależność od USA.
Nie do końca im ufam (możliwe, że chodzi o centralizację władzy)… Ale można wykorzystać fakt, że grają przeciw ekspansji firm z USA i podrzucić im SenesTech jako przykład. Może nagłośnią.

Słowo na koniec

Gdyby w całej tej sprawie chodziło tylko o jawne promowanie jednego produktu, jako bardziej humanitarnej metody walki ze szczurami, to mógłbym poprzeć całą akcję. Mówię całkiem szczerze.

Kiedy jednak pojawiają się zmowy, odgórne zakazy i współpraca z politykami… To dobrostan szczurów schodzi u mnie na dalszy plan. Od deratyzacji ważniejsza jest deKORPOratyzacja.

Swoją drogą te dwie rzeczy łączy nie tylko zbliżone brzmienie. Walka z korpo, jak ta ze szczurami, ma różne oblicza, różniące się zajadłością. I też ma, w tym ostrzejszym wariancie, swoje trzy literki D – słowa delay, deny, depose na nabojach Luigiego M.
Ja jednak jestem poczciwym człowiekiem i stawiam na metody bardziej humanitarne. Wyjaśnianie, eksponowanie, ukazywanie powiązań, jak w tym wpisie :smile:

A jakiś ogólniejszy wniosek na koniec? Warto zaglądać pod przekaz wyświetlany na teleekranach i powierzchniach reklamowych. To tam kryje się prawdziwy, mniej cukierkowy świat.

Do kolejnych wpisów!